Str. 323. 26 I 1689 r. „Szysczakowa pobiła Giszke w karczmie u Żyda Rysia!”
Do niektórych nazwisk modliborzyckich mieszczan zaczynamy się chyba powoli przyzwyczajać, bowiem wielokrotnie powtarzają się w protokółach sądowych. Oto na przykład Bartosz Giżka. W poprzednim protokóle, z 7 stycznia, został skazany przez sąd „za wołanie nieuczciwe” przeciwko Wojciechowi Papieżowi, chociaż z zeznań wynikało, że autorką tego „nieuczciwego wołania” była żona Giżki, a skierowane było do żony Papieża (po transkrypcji: „Ty niegodnico, nie godnaś była w naszej ulicy mieszkać i śmierdzieć, bodaj cie piorun spalił”). Nie upłynęło wiele czasu, a przed sąd trafia kolejna sprawa z jego udziałem. Spróbujmy odtworzyć przebieg tego zajścia.
Bartosz Giżka miał spór z Grzegorzem Szysczakiem o stodółkę (szopkę), która znajdowała się niedaleko karczmy Żyda Rysia. Obaj rościli sobie do niej pretensje. Skąd o tym wiemy? Otóż świadek Ruczki występujący w kolejnej sprawie (będzie kolejna sprawa, a jakże, ale tym razem z powództwa Szysczaka) zeznał, że słyszał kłótnię między tymi dwoma mężczyznami obok wspomnianej stodółki i w czasie tej kłótni Szyszczak nazwał Giżkę złodziejem, a ten powiedział poźniej, już w karczmie, m.in. „nie dam swojej pracy a spale”. Głowne wydarzenia, które zawiodły obu mieszczan przed sąd, miały jednak miejsce w karczmie Żyda Rysia. Co tam się wydarzyło? Z pozwu Giżki wynika, że bez żadnego powodu został znieważony „słowami zelżywymi” i pobity przez Szysczaka i jego żonę (Wniósł oczywiście prośbę o obdukcję, która rzeczywiście stwierdziła niewielkie ślady pobicia). Jak zeznają świadkowie, wszystko zaczęło się od wzajemnych wyzwisk. Szysczak wołał na Giżkę „złodzieju” a ten zrewanżował mu się słowami: „możesz sam być złodziej” a jego żonę obdarował epitetem „kurwo”. Po tych słowach, do awantury wmieszała się żona Szysczaka, broniąc honoru męża. Dała najpierw w twarz Giżce, a potem zaczęła tłuc go pięściami po głowie. Giżka jednak nie oddawał jej ciosów, a jedynie się zasłaniał. Rownocześnie trwała wymiana inwektyw. W związku z tą zniewagą i pobiciem Bartosz Giżka skierował sprawę do sądu. Zobaczymy, co się będzie dalej działo.
Spróbujmy zatrzymać się jeszcze na chwilę przy nazwisku Szysczak. Ponieważ działo się to pod koniec XVII w., to trzeba zdawać sobie sprawę z tego, że nazwiska mieszczańskie (chłopskie również) dopiero się kształtowały. Dodatkowo, przy sporządzaniu tego dokumentów urzędowych przez tak wyksztłconych ludzi, w grę wchodziły dodatkowe kwestie tzw. mazurzenia. W związku z tym należy chyba przyjąć, że chodziło o nazwisko Szyszczak. Końcówka -ak w nazwisku oznacza syna Szyszki. Za tym przemawia chyba również fakt, że w rejestrze mieszkańców Modliborzyc z 1730 roku występuje nazwisko Szyszka. Mógł ten Szyszka (tzn. syn cytowanego Szysczaka) odejść od potocznego określania go mianem Szyszczaka, czyli syna Szyszki, i wrócić do pierwotnego nazwiska. Czy to nazwisko występuje dzisiaj w Modliborzycach lub okolicy, a jeżeli tak, to czy ma związek ze wspomnianym w protokóle Szysczakiem?
ACtum Coram Officio Modliborzyc- Aduocati Famato Thoma-o Pienią zek et Scabinorum An-o D-ni 1689 Die 26 Ianuarij |
Personaliter stanąwSzy BartoSz GiSzka prosił Sobie zwySz mianowanego Urzędu z wielką załobą aby mu była przyieta y zapiSana Protestatia Cum Oductione ?? protestatus est his Formalibus Ze mie bez zadney daney okazyiey powazył Się Grzegorz Szysczak spolnie y zMałzonką Swoią naprzod słowami Zelzywemi a potym y biciem któro razy za pozwoleniem Woytowskim widziane y oglądane Są przez Uczciwych Adama Skibę y Kazimierza Kopczynskiego Lawnikow a te razy takowe Naprzod na karku raz krwawy zdrapany w zdłuSz na palcu dobrym Srednim y drugi raz wedle tegoz razu także drapany krwawy wzdłuz na Członku na głowe utyskuie ze go ku stołowiSama Grzegorzowa tłukła oktore podiętę razy nikomu inSzemu niedaie tylko Grzegorzowey Szyczakowey przeciwko którym Swiadectwo stawic po winien y prawnie Sobie postąpic.